GKLUB.PL

Oficjalna strona stowarzyszenia Mercedes Off Road Club

Kazimierz Dolny

Uwielbiam obserwować kiedy schodzą na śniadanie udając, że to tak jakby nic, jakby ten przyjazd do tego hotelu podyktowany był tylko chęcią zwiedzania Kazimierza i miłością do renesansu. Zawsze zastanawia mnie czy widać jak bardzo owocna była noc, czy medycyna ku ich radości poczyniła postępy i czy rano będą mieli sobie coś do powiedzenia, a śniadanie minie w krępującej ciszy i jak śpiewał Kelus z "wódką to jak z prostytutką na początku wesoło a potem smutno"? Może gdyby pojechali z nami na trasę, potaplali się w błocie i wspólnie przeżyli tyle emocji co my, to to śniadanie było by super prawdziwe bez krępującej normalności czy wręcz głupowatej ciszy. Bo ten kazimierski hotelik pełen był ludzi w wieku popoborowym, wyrwanych z życiowego krwioobiegu aby cichaczem i naprędce zadaszyć miłość i złapać jeszcze trochę promieni zachodzącego erotyzmu.

Góry Złote - listopad

Przyjeżdżając 5 raz w okolicę szeroko pojętej Kotliny Kłodzkiej dopiero teraz o 23:30 stojąc pod prysznicem i słuchając w radiu Liza Minnelli "Życie jest teatrem" z filmu Kabaret uświadomiłem sobie czego mi brakowało. A brakowało tej muzyki z tego na wskroś niemieckiego filmu o narodzinach faszyzmu, o Berlinie, o wycieczce na prowincje, o młodym aktywiście z Hitlerjugend, który pięknym głosem w pięknej górskiej scenerii wyśpiewuje o nadchodzącym jutrze, tak, właśnie tego brakowało w Lądku Zdroju gdzie spędzaliśmy czas od czwartku do niedzieli. Faktem jest kompletny brak aktywistów z Hitlerjugend i innych ugrupowań nie licząc aktywistów strzelania do zwierząt czyli myśliwych, do których pretenduje nasz gospodarz znaczy się Mirek. W piątkowy ranek, pełen wilgoci, mgieł i ciszy, wychylając się z okna dachowego naszego hoteliku widziałem starą Suzukę z dospawanym koszem, w którym leżały zabite dwa jelenie. Mam nadzieję, że po reinkarnacji myśliwi zamienią się w ich ofiary i jakiś zasraniec będzie wiózł ich starą Suzuką.

Góry Złote - październik

Zdeklarowanych chętnych było jak zwykle wielu, ale (też jak zwykle) wielu się nie udało. Jednak coroczna jesienna edycja naszego wypadu na Dolny Śląsk nie mogła się nie odbyć. W 3 samochody – Rafał, Brunner, i Borys – udaliśmy się tym razem do... Londynu? Nie! Nie ma takiego miasta! Jest Lądek Zdrój! Już po 7 godzinach jazdy zakwaterowaliśmy sie w uroczym, rodzinnym pensjonacie o niebanalnej nazwie Niezapominajka i przy kominku rozpoczęliśmy degustacje. Nazajutrz powitały nas połyskujące w słońcu kryształy śniegu i przebijające się przez tumany mgły promienie słońca. Wjechaliśmy w teren. Pierwsze koty za płoty, jak to mówią: tym razem kotami okazały się chwilowo niedziałające blokady i reduktor w aucie Brunnera, potem nastąpiła walka z błotem, czyli 4 godziny na pokonanie 50 metrów trawiastej polanki, tam i z powrotem.

Sierpniowa Ukraina

W sobotę 30 lipca 2011 roku 4 załogi w składzie Bartek i Hipolit Legenda, Arek i Słodka Ela, Brunner Solo oraz Śnieg z Piotrem wyruszyli w swoich Mercedesach G na Ukrainę. Na dwu tygodniową wyprawę dołączyli jeszcze Marek i Ewa w Jeepie Wranglerze oraz Grzegorz i Maciek w Nissanie Patrolu. W niedziele rano samochody ruszyły w kierunku przejścia granicznego z Ukrainą w miejscowości Krościenko. Kontrola graniczna jak zwykle przebiegła bez większych problemów jeśli tylko było się uzbrojonym w cierpliwość. Celem tego dnia była miejscowość Skole, położona około 150 km od granicy. Dystans ten uczestnicy pokonali w niecałe 3 godziny jadąc po koszmarnie dziurawych ukraińskich drogach. Przez kolejny tydzień uczestnicy poruszali się już tylko po obszarze górskim położonym właśnie w okolicach wspomnianej już miejscowości Skole.